Już 20.11.??
Jak to jest, że blog staje się powiernikiem tylko wielkich wydarzeń? Dobrych lub złych...
Chociaż od jakiegoś czasu przechodzę intensywny kurs "zdrowego dystansu", dzisiaj zostałam pokonana. Po prostu taka jestem... że jeśli kogoś chociaż bardziej lubię albo uznaję za dobrego znajomego (a tym bardziej jeśli jest to mój Przyjaciel), to robię wszystko, by takich osób nie ranić. Swoim zachowaniem, gadaniem, bezmyślnością. Jeśli mi to nie wychodzi, jeśli kogoś z Was kiedyś zraniłam - proszę, uświadomcie mnie!
I taka już jestem, że z radością pomagam, przychodzę, załatwiam coś... I nie oczekuję za to wdzięczności... Sam fakt, że czuję się potrzebna jest dla mnie nagrodą. Ale jeśli ktoś, komu ufam zjeżdża mnie potem, traktuje jak ósme (a nie piąte) koło u wozu... To już jest dla mnie za dużo...


2011-11-20 12:58:16 skomentuj (0)

Nowy, nowy, nowy...
Przede wszystkim rok akademicki ;)
Ale też sytuacja rodzinna zmienia się w lepszym kierunku... Choć trudno mi w to uwierzyć i trudno zaufać. Strach ma to do siebie, że dobrze czuje się w najgłębszych zakamarkach duszy. Na to, by go pokonać potrzeba sporo czasu.

Mogę jednak stwierdzić, że jestem szczęśliwa. Uczę się dystansu do spraw, na które nie mam wpływu. Uczę się, że mogę odmówić, gdy coś mnie o coś prosi i mogę nie czuć wyrzutów sumienia. Uczę się, że ktoś może.. może być szczęśliwy... :)
Jak dobrze mieć Przyjaciół... :*


2011-10-03 12:18:49 skomentuj (0)

Cienka linia...
Granica... Gdzie ona jest? Gdzie swoje działania można jeszcze usprawiedliwiać troską, miłością, pragnieniem dobra i pomocy drugiej osobie, a gdzie jest już naiwność, brak podjęcia konkretnej decyzji, uciekanie przed problemem? Kto mi pokaże tę granicę?
W tej jednej sytuacji nie mam już po prostu sił. Nie mam! I nie chcę o tym już słuchać, mówić, widzieć tego, tłumaczyć. Nie chcę!!

2011-08-05 00:03:36 skomentuj (1)

Już 23.07.?? :)
Czas ucieka nieubłaganie... Ale to bywa zbawienne ;)
Od ostatniego wpisu wiele się wydarzyło! Zakończyłam rok akademicki i po raz pierwszy mam 100% wakacje. No i jestem licencjatem pedagogiki ;) Psychologia czeka do października, sama radość.
Byliśmy na wyjeździe parafialnym, ciekawym, zaskakującym, owocnym :) Wspólna modlitwa i czas, rozrywka, na którą tak często brakowało czasu w ciągu roku. I pogłębia się smutek, bo jesteśmy świadomi czekającego nas rozstania z duszpasterzem... Przyjaźń pozostaje, ale jednak relacja się zmienia. On dostanie nowe zadania, a my przejdziemy życiowy test - przy kim się gromadziliśmy przez ostatnie 2 lata??

Jestem też po długooczekiwanej pielgrzymce! 10 dni trudu, bólu, czasem łez, śmiechu i modlitwy. Wstawanie czasem przed 5 rano, pomoc drugiemu człowiekowi i walka z samym sobą... Niespodziewana służba w drogówce też sporo mnie nauczyła... Ten trud jest nagradzany... Jak? Najpierw możliwością położenie się krzyżem u stóp Jasnej Góry. Wtedy nic innego się nie liczy. Każdy Twój oddech mówi Bogu o intencjach, które niosłeś. A przecież Pan zna je lepiej, niż my sami... Modlitwa przy obrazie Matki Bożej też jest niesamowita. Ludzie, którzy znajdowali się w Kaplicy robili nam zdjęcia! Umęczonym, opalonym, spoconym... Ale szczęśliwym. No i powitanie bliskich osób! Tych, którzy wspierali modlitwą i dobrym słowem. Człowiek wraca odmieniony! Uczysz się, że czasem nie słowa są modlitwą, ale każdy kolejny postawiony krok, kiedy chce ci się płakać z bólu. Kiedy szukasz motywacji, by ten krok postawić. Gdy brat lub siostra ci pomaga, szuka dla ciebie noclegu lub po prostu przytula cię do swojego serca. Za rok pozostaniemy na czuwaniu modlitewnym - nasza grupa będzie gospodarzem ;)

Czy w życiu zawsze może być lepiej? Chyba tak. Ale czy jest to konieczne? Nie.
Mam osoby, które kocham i które mnie kochają. Mam osoby, które zawsze wysłuchują mojej "telenoweli" ;) Mam wiarę, może nie jest ona doskonała, mistyczna czy święta... Ale mam wiarę, że Bóg troszczy się o nas, że mam na Kim polegać. Że Pan stawia na mojej drodze wspaniałe osoby. I chociaż kilka spraw pozostawia wiele do życzenia, to wierzę, że to się ułoży. Że będzie lepiej.
Wam również tego życzę... :*



2011-07-23 17:45:08 skomentuj (3)

Jak na fali...
Długa przerwa... ale przecież czas tak szybko leci...
Wiele się zmieniło i zmienia nadal... Rzeczy, których najmniej się spodziewasz - przychodzą. Rzeczy, których oczekujesz i jesteś pewien - nie zdarzają się.

Bogu niech będą dzięki, za Jego obecnosć i za życzliwych ludzi wokół. Człowiek nigdy nie jest sam!


2011-06-06 17:41:38 skomentuj (1)

Zmartwychwstał Pan!...
To niesamowite i niepojęte... Ale tak - wyśpiewujemy Alleluja! Minął post, wyrzeczenia. Teraz w oktawie nawet piątek będzie radosny. Ale trudne były te święta. Kiedy wychodzenie do kościoła jest czymś dziwnym dla innych. I to nie chodzi, że mnie takie zachowania zniechęcają... Tylko ja tego nie rozumiem. Idę sobie sama, nikogo nie namawiam i nie ciągnę, a nawet bez pytania nie opowiadam za wiele... A słyszę tylko komentarze - o matko, jak długo, ale często! 3 godziny? Ojejejej...
Chrystus zrobił dużo więcej niż 4 krotne wyjście do kościoła jednego dnia. On nie zastanawiał się czy to wygodne... On nas zbawił. Dał szansę dążenia do nieba. Życia wiecznego z NIM. A my jesteśmy bylejacy... Jesteśmy tradycyjni, zamknięci na myślenie, dochodzi do paradoksów!!!! Święconka staje się najważniejszym punktem świąt. Ale nie patrzy się na to oczami wiary, ale tradycji. I nie chodzi o to, że mam coś przeciw tradycji... Ale tradycji stawianej w miejsce wiary - nie przyjmuję. O paradoksie, nie tylko moja rodzina tak robi... Także w kościele zdarza się przedkładanie tradycji nad myślenie i wiarę. Po co 9 czytań podczas Wigilii Paschalnej? Zróbmy mniej! Po co tak długo męczyć (???) ludzi podczas tej "liturgii wielkiej soboty"! A ludzie? Wychodzący podczas "zbyt długiego" kazania... Bezmyślnie wykonujący znak krzyża podczas święcenia potraw czy palemek... Gdzie jest świadomość?? Gdzie myślenie?? 
Na szczęście mam Wspólnotę, z którą czuję się rewelacyjnie... Mocno zgrali się z nami nasi niezawodni Ceremoniarze (słysząc o liturgii wielkiej soboty prawie by zasłabli... :] ) i mamy bardzo wesołą ekipę. Ale Bożą ekipę. Razem się modlimy, razem przeżywamy święta. Razem rozmawiamy. Nie gadamy o głupotach czy zakupach na święta... Nie patrzymy na siebie z pogardą, złością, lekceważeniem. Jesteśmy braćmi i siostrami... I to nie przeszkadza nam w gonieniu się w lany poniedziałek i oblewaniu perfumami i wodą święconą... :) Żartujemy, bawimy się, ale też wspieramy się wzajemnie. 
Wpadam w dysonans poznawczy. Albo jak kto woli schizofrenię. Nie mam sił na to. W jednym przypadku - spontaniczność i brak lęku. W drugim - ciągłe pilnowanie, kalkulowanie. 

No cóż... Wdzięczność za Boże dary. Wdzięczność za zbawienie...



2011-04-26 21:43:40 skomentuj (0)

Wciąż Wielki Post...
"Trzykrotne zaparcie się Piotra sprawia, że słynne trzykrotne pytanie o miłość, jakie zadał mu już po Zmartwychwstaniu Jezus, nabiera jedynego w swoim rodzaju charakteru. Gdyby Piotr usłyszał te pytania przed męką, śmiercią i Zmartwychwstanie Jezusa odpowiedziałby na nie z łatwością kogoś, kto nie rozumie ich głębokiej treści. W chwili, gdy Jezus mu je zadał, Piotr już wiedział, jak wiele kosztuje miłość. Chrystus pytał go o miłość aż trzy razy nie dla prostej symetrii z trzykrotnym zaparciem się..." (ks. Artur Stopka)


Wciąż trwa Wielki Post... Rekolekcje, dni skupienia, pustynia, zatrzymanie, a jednocześnie nerwowe wypełnianie własnych obowiązków... Nauka, zaliczenia, licencjat. Straszenie upływającym czasem...
Przyjdź Panie Jezu...





2011-04-13 11:40:46 skomentuj (0)

Coś mi mówi - pisz... :)
Wróciliśmy z Lednicy. Piękny czas! Umocniona wspólnota! Kapłan, który pokazuje - zależy mi na Bogu, Chrystusia, na Was, jestem z Wami i dla Was. Młodzi, dla których ważny jest Chrystus i drugi człowiek. Oczywiście bywały zgrzyty, ale nie między nami. Nawiedzeni byli jednością! I to mnie cieszy.

Chciałabym się dzielić radością i pokojem serca, jaki we mnie zamieszkał. Chciałabym przekazywać ludziom to poczucie, że Chrystus przede wszystkim JEST. Nie wiem czy mogę w końcu powiedzieć, że Chrysus jest dla mnie Przyjacielem. Ale w końcu czuję, tak głęboko, że prawdą jest, że różni ludzie mogą zawieść - nawet nieświadomie. A Chrystus trwa. To jest ta nasza Skała. Kiedy wczoraj w pewnym momencie kipiały we mnie emocje i łzy cisnęły się do oczu - poszłam do kaplicy. I posiedziałam z Panem Jezusem. Mogłam z Nim pogadać albo posiedzieć w milczeniu. Ale On tam był. Cieszył się, że przyszłam - czekał! I pewnie lepiej wiedział, co się we mnie dzieje, niż ja sama :)
I kiedy myślę, że modlitwa to taki telefon do Przyjaciela... - to nie mam z nią problemów! I nawet śpiew jutrzni dawał mi radość, mimo, że miałam poranną chrypę. I nawet koronka dawała radość. I nieszpory - ale naprawdę odmawiane wieczorem, a nie w środku nocy ;) I nie myślę o tych modlitwach jako o ciężarze, ale jako o czymś miłym, przyjemnym. Jak o spotkaniu. Bo to jest spotkanie! 

Jeszcze jedna myśl... Wspólnota. Po pierwsze, kilka miesięcy temu martwiłam się, że jest nas coraz mniej we wspólnocie młodych. A teraz uważam to za korzyść! Bo 11 osób w ciągu około 36 godzin jest w stanie ze sobą rozmawiać, być... Porozmawiałam z każdym! Z Księdzem, z młodym i energicznym Tomkiem, z Asią kiedy siedziałyśmy w pokoju, z Ewką i Zuzą - bo zawsze miały taki zachęcający uśmiech... i z całą resztą. Wspólny czas, posiłki (no cóż... :P), konferencje, modlitwy... Wspólne wzrastanie w wierze :)

Bogu niech będą dzięki za te wszystkie dary. Bogu dzięki, że ON JEST... :)))


2011-03-27 20:45:27 skomentuj (2)

...
Wiecie co? Boję się marzyć. W sensie mieć marzenia, dążyć do ich spełnienia...
Piszę to teraz tak na szybko, zanim mi minie odwaga. Zanim rozsądek nie zakrzyczy serca - "nie publikuj tego!". Tak dawno nie pisałam na blogu, w sumie nie wiem dlaczego. Nie było czasu, nie było weny. A teraz u progu wielkiego postu zaczynam pisać... Hm. Może to dzięki trochę bardziej regularnej modlitwie? Konkretna intencja, zależy mi, no i się modlę. Staram się. 
No i tak mnie natchnęło przed chwilką... Że tak konkretnie sobie powiedziałam - ja się boję mieć marzenia. Boję się, że kiedy głośno powiem czego pragnę, potem będę cierpieć. Bo nie wierzę, że te marzenia się spełnią. Więc łatwiej mówić, że ich nie ma. Jak czegoś nie ma, to nie można się rozczarować, prawda?
I pierwszy raz mam tak wyraźnie rozdzielone - marzenia i cele. Cele są ważne, jak choćby napisać licencjat i się obronić... Ale istnieje u mnie wyraźna granica.

Rozsądek się przebił... Kliknę "publikuj" zanim poda mi komendę - skasuj ten wpis!...


2011-03-13 20:17:04 skomentuj (1)

Spotkanie
Dzisiaj po dłuższej, bo 10.dniowej przerwie spowodowanej chorobą, byłam na Eucharystii. Niesamowite spotkanie, niesamowite przeżycia. Musiałam być podwójnie skoncentrowana, żeby wszystko usłyszeć - każde Słowo (moje ucho nadal niedomaga). Już w czytaniu przeszły mnie ciarki... "Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę" - nie spodziewałam się Słowa o pocieszeniu... Nie spodziewałam się własnej reakcji. A potem Ewangelia - wesele w Kanie Galilejskiej. Pamiętam jak kiedyś w rozważaniu tego Słowa zauważyliśmy - Maryja dostrzega potrzeby człowieka, zanim on sam je zauważy ("Nie mają już wina"). I Ona, która zna Jezusa mówi - "zróbcie wszystko cokolwiek Wam powie". Ona wie, że Pan Jezus nie daje głupich rozwiązań. Że nie daje rozwiązań, które krzywdzą. Nie pozostaje obojętny na nasze potrzeby. A skoro przemienił wodę w wino, to o ile bardziej troszczy się o naszego ducha... No i potem Komunia Święta... Ach, radość z tego, że można podejść do Ołtarza i przyjąć Ciało Pana... Niezrozumiały Dar, który przemienia nasze serca...
Potem spotkanie dyskusyjne :) Temat ciekawy, nawet sporo się udzielałam :) Wszystko z życia, wszystko z serca, wszystko z ostatniego czasu. Nie może być w tym przypadku... Słowo na Mszy o pocieszeniu, potem tak trafny temat kręgu... To Opatrzność :)
No i spotkanie w Kaplicy.. Dzisiaj moją największą i chyba najszczerszą modlitwą była obecność. W zasięgu kilku kroków był Pan Jezus. I ta obecność, którą ostatnio ograniczyła mi choroba, była bardzo radosna. Chociaż potem nadeszła trudna refleksja. Refleksja o obecności, rozstaniu, tęksnocie i... radości. Szerszy kontekst - już tłumaczę :)

Najmocniej można to chyba odczuć w relacji do Przyjaciela czy osoby ukochanej (czyli Przyjaciela, prawda? :)). Obecność to najlepszy prezent, dar, jaki można otrzymać. Wspólnie spędzony czas, rozmowy lub milczenie, spacer lub siedzenie, przytulenie, potrzymanie za rękę. To wszystko daje prawdziwą, głęboką i wielowymiarową radość. Bo to radość, że ma się kogoś tak bliskiego, to radość, że można się dzielić różnymi sprawami, to radość bycia potrzebnym itd. Tym trudniejsze staje się rozstanie... Ono przytłacza. Ono sprawia, że radość jest przywalona i zgnieciona... Człowiek zastanawia się - jak długo potrwa rozłąka? Czy znajdę na nią siły? Czy ta druga osoba tęskni równie mocno? Kiedy znowu się spotkamy i porozmawiamy? Tęsknota to z jednej strony smutek samotności, a z drugiej strony świadomość, że jest za kim tęsknić. Nie każdy zna to uczucie! A przecież tęsknota i rozstanie zakłada ponowne spotkanie... I pozostaje mi wytłumaczyć o co mi chodziło z tą radością, napisaną po tęsknocie. Otóż, dzisiaj gdy mówiliśmy o paruzji (powtórnym przyjściu Jezusa), mówiliśmy, że ma to być radosne oczekiwanie na Pana. Że mamy czuwać, nie spać, mamy radośnie czekać na spotkanie. Mimo, że nie wiemy kiedy Pan przyjdzie! Nie wiemy czy odliczać w sekundach, minutach, dniach czy latach. Ale to ma być radość. I przełożyłam to na grunt ludzki........ Jakie to trudne!! Jak trudno pokonać tę nutkę smutku, tęsknoty, tę niepewność, kiedy będzie kolejne spotkanie! Jak ciężko się wtedy cieszyć!
I druga refleksja... Skoro my tęsknimy za tymi, których kochamy... Czekamy na nich z utęsknieniem, odliczamy czas.. To jak bardzo tęksni za nami Pan Jezus...!!! Jak Jemu musi być przykro... kiedy za niektórymi czeka tak długo...

No dobra, przyznaję, refleksji było więcej. M.in. ta, że jestem jeszcze niedojrzała. Haha, już widzę te osoby, które zaprzeczają! Niestety... Prawda bywa trudna... :]


2011-02-11 22:36:17 skomentuj (1)


+Linki +
Odwiedzam...
Duchowa Adopcja Kapłanów
NNMP
MaNa
Wiolka
Archidiecezja Poznańska
PMK
Dżumka

Biblia - fragmenty
Biblia Tysiąclecia
Rz 15, 13 zgorszenie
Rz 8, 31-39 któż nas odłączy?
2 Tm 4, 1-5 głoś naukę
1 Tm 4, 12-16 wzorem bądź dla wiernych
Kol 2, 5 duchem jestem z wami
Mt 6, 34 nie troszczcie się
Ef 4, 25-32 zamiast wad-cnoty
J 21, 15-19 czy miłujesz Mnie?
J 3, 1-21 narodzić się powtórnie


+Przeszłosc+
2011
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień

Design by mArtynA
photo stad